Uratował syna Lincolna. Jego brat zabił prezydenta USA

Robert Todd Lincoln czekał na pociąg, gdy napór tłumu zepchnął go w szczelinę między wagonem a peronem. Z opresji wyciągnął go Edwin Booth, jeden z najsłynniejszych amerykańskich aktorów. Kilka miesięcy później jego młodszy brat, John Wilkes Booth, zastrzelił prezydenta Abrahama Lincolna.

Najwcześniejsza fotografia Abrahama Lincolna z 1847 r.Najwcześniejsza fotografia Abrahama Lincolna z 1847 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Nicholas H. Shepherd

Wypadek na peronie

Do zdarzenia doszło na stacji Pennsylvania Railroad w Jersey City, jeszcze przed zamachem na prezydenta. Dokładnej daty nie udało się pewnie ustalić, ale sam Robert po latach opisał przebieg wypadku.

Czekał w tłumie pasażerów na miejsce w wagonie sypialnym. Ludzie napierali w stronę pociągu, a gdy wagon nieznacznie się poruszył, Lincoln stracił równowagę i wpadł w szczelinę między wagonem a krawędzią peronu. Nie potrafił sam się wydostać.

Wtedy ktoś chwycił go za kołnierz płaszcza i wyciągnął na peron. Robert odwrócił się i rozpoznał Edwina Bootha. Podziękował mu, zwracając się do aktora po nazwisku.

Booth należał wówczas do najbardziej cenionych amerykańskich aktorów szekspirowskich, więc jego twarz była dobrze znana. Sam nie wiedział jednak, komu właśnie pomógł. Dopiero później dowiedział się, że uratowanym pasażerem był syn prezydenta.

Dwaj bracia Booth

Edwin i John Wilkes Booth pochodzili ze znanej rodziny aktorskiej, ale politycznie stali po przeciwnych stronach. Edwin popierał Unię i Lincolna. John Wilkes sympatyzował z Konfederacją i był zdecydowanym przeciwnikiem prezydenta.

Dlatego historia z peronu po latach zaczęła brzmieć niemal symbolicznie. W rzeczywistości nie było w niej żadnego gestu politycznego ani próby naprawienia win rodziny. Wypadek wydarzył się przed zamachem, a Edwin po prostu zareagował, widząc człowieka w niebezpieczeństwie.

14 kwietnia 1865 roku John Wilkes Booth postrzelił Abrahama Lincolna w teatrze Forda w Waszyngtonie. Prezydent zmarł następnego dnia. Dla Edwina oznaczało to, że nazwisko kojarzone wcześniej przede wszystkim z teatrem zostało nagle związane ze zbrodnią jego brata.

Aktor przeżywał zamach jako osobistą tragedię. W liście napisanym krótko po śmierci prezydenta podkreślał własną lojalność wobec kraju. Na pewien czas wycofał się ze sceny, ale w styczniu 1866 roku wrócił do teatru jako Hamlet.

Historia, która obrosła legendą

Z czasem opowieść o uratowaniu Roberta Lincolna stawała się coraz bardziej dramatyczna. Pojawiały się wersje, według których leżał przed nadjeżdżającą lokomotywą albo był o krok od śmierci pod kołami rozpędzonego pociągu.

Sam Robert prostował takie opisy. W relacji opublikowanej w 1909 roku podkreślał, że wagon przesunął się tylko nieznacznie. Booth wyciągnął go ze szczeliny, zanim doszło do poważniejszego wypadku.

Lincoln uważał, że aktor prawdopodobnie uchronił go przed ciężkim urazem, być może przed czymś gorszym. Nie twierdził jednak, że śmierć była nieunikniona.

Prawdziwa wersja i bez tego pozostaje niezwykła. Edwin Booth uratował syna człowieka, którego jego własny brat wkrótce miał zamordować. To wystarczyło, by z czasem prosty wypadek na peronie zamienił się w jedną z najbardziej niezwykłych historii związanych z rodziną Lincolna.

Wybrane dla Ciebie