Zasypiali na całe tygodnie. Najdziwniejsza choroba w historii

Jedni chorzy spali przez wiele dni lub tygodni, inni cierpieli na skrajną bezsenność. Epidemia śpiączkowego zapalenia mózgu objęła kilka kontynentów, po czym niemal wygasła.

Osoba chorująca na encephalitis lethargica (domena publiczna)Osoba chorująca na encephalitis lethargica (domena publiczna)
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Trzynaście przypadków w Wiedniu

W wiedeńskiej klinice neurologicznej lekarze obserwowali pacjentów z gorączką, bólem gardła i narastającą sennością. Chorzy mieli niemal nieruchome twarze. Niektórzy leżeli bez ruchu, z otwartymi oczami. Sprawiali wrażenie przytomnych, ale trudno było nawiązać z nimi kontakt.

Constantin von Economo przeanalizował 13 przypadków i w 1917 roku opisał schorzenie jako encephalitis lethargica. Po polsku nazwano je śpiączkowym zapaleniem mózgu. Używano też nazwy choroba von Economo.

Podobne zachorowania wśród żołnierzy podczas I wojny światowej opisywał francuski lekarz wojskowy René Cruchet. Wojna utrudniała wymianę informacji, więc lekarze w różnych częściach Europy niezależnie rozpoznawali podobne przypadki.

Letarg albo bezsenność

Początek często przypominał zwykłą infekcję: pojawiały się dreszcze, osłabienie, nudności i niewysoka gorączka.

Po kilku dniach dochodziły objawy neurologiczne, m.in. tiki i problemy z poruszaniem oczami. Część pacjentów przestawała normalnie reagować na otoczenie.

W ciężkiej postaci tego schorzenia sen trwał wiele dni lub tygodni, a niektórzy nie odzyskiwali w ogóle pełnej świadomości. Według ówczesnych szacunków około jednej trzeciej chorych z najcięższą postacią choroby umierało właśnie w tej fazie.

Inni nie mogli zasnąć. Byli silnie pobudzeni i cierpieli z powodu uporczywego bólu , którego czasem nie łagodziła nawet morfina. Stan pacjentów potrafił zmieniać się z dnia na dzień, utrudniając rozpoznanie i przewidywanie dalszego przebiegu choroby.

Od Warszawy po Indie

W Polsce pierwsze przypadki rozpoznał Edward Flatau. Zwracał też uwagę na późniejsze powikłania: po ustąpieniu ostrych objawów u niektórych pacjentów rozwijały się zaburzenia przypominające chorobę Parkinsona.

Zachorowań przybywało na początku lat dwudziestych. W ciągu czterech miesięcy 1920 roku Samuel Goldflam przyjął w Warszawie około 67 pacjentów z zapaleniem mózgu.

Choroba pojawiała się również w Stanach Zjednoczonych i Indiach. W amerykańskich statystykach od 1919 roku figurowała jako osobna przyczyna zgonów.

Skalę epidemii trudno jednak ustalić: lekarze stosowali różne kryteria rozpoznania, a wiele osób umierało bez jednoznacznej diagnozy.

Podejrzenie związku z grypą

Ponieważ epidemia rozwijała się w okresie zbliżonym do pandemii hiszpanki, podejrzewano związek obu chorób. Kolejne obserwacje nie dostarczały jednak przekonujących dowodów.

Von Economo zauważył, że jego pacjenci nie przechodzili wcześniej grypy. Objawy grypy stwierdził zaledwie u kilku spośród ponad tysiąca chorych na śpiączkowe zapalenie mózgu.

Podobne wątpliwości budziły dane z amerykańskiego obozu wojskowego Camp Dix. Wśród tysięcy osób leczonych tam podczas epidemii grypy nie rozpoznano ani jednego przypadku choroby von Economo. Jej przyczyna pozostawała nieznana.

Powikłania po latach

Przeżycie ostrej fazy nie zawsze oznaczało wyzdrowienie. Nawet wiele lat później ozdrowieńcy mogli stopniowo tracić sprawność. Z czasem poruszali się coraz wolniej, mieli sztywne mięśnie i niemal nieruchome twarze.

Rozwijał się parkinsonizm pośpiączkowy. Niektórzy chorzy pozostawali przytomni, ale z trudem wykonywali najprostsze ruchy. Ich losy opisał później neurolog Oliver Sacks w książce "Przebudzenia", przypominając o niemal zapomnianej epidemii.

Pod koniec lat dwudziestych liczba nowych zachorowań gwałtownie spadła. Nie odkryto leku ani metody leczenia, które wyjaśniałyby ustąpienie epidemii.

Także współcześnie opisuje się sporadyczne przypadki o podobnym przebiegu, lecz przyczyna dawnych masowych zachorowań nadal pozostaje nieznana.

Wybrane dla Ciebie