Wrogowie Łokietka
Gdy Władysław Łokietek wkroczył do Krakowa w 1306 roku, hojnie obsypał miasto przywilejami, by zjednać sobie jego mieszkańców. Sielanka nie trwała jednak długo, bo już rok później książę odwołał część nadanych swobód.
Ta zmiana uderzyła boleśnie w potężnego biskupa krakowskiego Jana Muskatę, który za wszelką cenę dążył do odzyskania utraconych wpływów.
Urażony biskup podniósł otwarty bunt, który ciągnął się kilka lat. Muskata sprzymierzył się z politycznymi wrogami Łokietka, czym ściągnął na siebie surową karę.
Do konfliktu włączył się arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, a niewiernego biskupa pozbawiono urzędu i wygnano z Krakowa. Próby dochodzenia swoich praw u papieża nic Muskacie nie dały.
Wkrótce przeciwko Łokietkowi wystąpili także mieszczanie małopolscy, którzy również obawiali się utraty przywilejów. Ich niezadowolenie pogłębiła utrata Pomorza Gdańskiego w latach 1308 i 1309, co poważnie utrudniło handel krakowskich kupców z bogatą Flandrią. Szukając poprawy swojego położenia, mieszczanie zaczęli upatrywać ratunku w zmianie panującego.
Bunt wójta Alberta
Wybór niezadowolonych padł na króla Czech Jana Luksemburskiego, który uważał się za spadkobiercę rządzących wcześniej Polską Przemyślidów i chętnie przyjął propozycję. Mieszczanie podnieśli bunt w maju 1311 roku, starannie wybierając moment, gdy Łokietek przebywał w Wielkopolsce, zajęty innymi sprawami.
W krótkim czasie buntownicy opanowali Kraków, lecz nie zdołali zdobyć Zamku Wawelskiego, bronionego przez wierną księciu załogę. Na czele rebelii stanął wójt krakowski Albert, który poprosił Jana Luksemburskiego o pomoc.
Prym w buncie wiedli niemieckojęzyczni mieszkańcy Krakowa, Sandomierza i Wieliczki, wspierani przez część zakonników. Do rebelii przyłączył się też dawny wróg Łokietka, biskup Muskata, licząc na odmianę losu.
Nadzieje buntowników okazały się płonne. Jan Luksemburski nie mógł przybyć z pomocą, bo sam musiał stłumić bunt na Morawach.
Tymczasem Łokietek, jak przystało na sprawnego władcę, w porę zareagował i poprosił o posiłki Węgrów, swoich wypróbowanych sojuszników. Z ich pomocą poskromił wszystkie miasta, które opowiedziały się po stronie wójta Alberta. W czerwcu 1312 roku odzyskał Kraków, a sam Albert trafił do więzienia w Opolu.
Krwawa kara i test polskości
Bunt wójta Alberta trwał nieco ponad rok i zakończył się całkowitą klęską. Łokietek rozprawił się z buntownikami bezwzględnie.
Majątki przywódców rebelii skonfiskowano, a głowę straciło ponad dwudziestu ludzi, w tym pięciu krakowskich rajców. Samego wójta pozbawiono majątku i stanowiska, a budynek, w którym urzędował, zburzono, wznosząc na jego miejscu gródek dla książęcej straży.
Z represjami wiąże się jedna z najsłynniejszych opowieści o Łokietku. Według spisanego w XIV wieku Rocznika Krasińskich książę kazał zabić wszystkich, którzy nie potrafili poprawnie wymówić słów "soczewica, koło, miele, młyn".
Test ten był wyjątkowo przebiegły, bo niemieckim mieszczanom trudno było wyartykułować te słowa ze względu na inną technikę wymowy. Kto oblał próbę, przypłacał to życiem.
Trzeba jednak zaznaczyć, że informacja ta pochodzi z jednego tylko źródła i nie znajduje potwierdzenia w innych przekazach z epoki. Pozwala to przypuszczać, że represje, czyli włóczenie końmi i wieszanie poza murami miasta, nie były aż tak masowe.
Śmierć ponieśli przede wszystkim przywódcy buntu oraz ci, którzy w chwili wkroczenia wojsk Łokietka wciąż pozostawali w mieście. Kto zawczasu uciekł, ten ocalał. Nie wiadomo nawet, kto wpadł na pomysł owego testu, czy sam książę, czy ktoś z jego otoczenia, i zagadka ta zapewne nigdy nie zostanie rozwiązana.
Cień pod wawelską posadzką
Występując przeciwko Łokietkowi, Kraków wiele stracił. Gdyby władze miasta opowiedziały się po stronie księcia, jak uczynił to choćby Stary Sącz, jego rozkwit trwałby dalej. Zamiast tego rozwój miasta zahamowano na lata, choć ostatecznie nie przeszkodziło to Krakowowi stać się stolicą zjednoczonego państwa.
Łokietek wygrał, lecz sposób, w jaki to zrobił, mówi o nim niemal tyle samo co samo zwycięstwo. Konfiskaty, ścięcia przywódców i surowe rozprawienie się z opozycją były metodami władcy, który nie cofał się przed twardymi decyzjami, gdy w grę wchodziła jego władza. Zjednoczył Polskę żelazną ręką, lecz zostawiał za sobą ślady, których nie dało się zmyć żadną koronacją.
Gdy w 1320 roku w katedrze wawelskiej arcybiskup Janisław nakładał mu wreszcie upragnioną koronę, pod posadzką tej świątyni leżały kości ludzi, którym droga do władzy niepozornego księcia z Kujaw zabrała życie.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.